Jak to jest, że jak już jest dobrze, to potem przychodzi znowu rozczarowanie. Nie mam siły, tak bardzo nie mam siły, żeby znowu się z tym mierzyć.
Czuję, że jestem inna. Nie taka jaka powinnam. I że nie zasługuję na nic. Bo kto by chciał takiego potwora?
Ponad sto osób życzyło mi wczoraj wszystkiego najlepszego. Opcja powiadamiania na facebooku jest żałosna. Odpisujesz wszystkim dziękuję, chociaż za nic absolutnie nie jesteś im wdzięczna. Bo dobrze wiem, że to najlepsze wcale nie przyjdzie, a sto lat nikt nie dożyje przy tak podwyższonym wieku emerytalnym. Spełnienia marzeń? Po co się łudzić. Dużo jedzenia? I potem +1000 kg w biodrach. Chcielibyście.
Leżąc wczoraj na łóżku, w moje dziewiętnaste urodziny i słuchając radia miałam poczucie, że to nie tak ma wszystko wyglądać. Bo przecież człowiek w swoje urodziny powinien być szczęśliwy. Emanować radością. Być wśród ludzi. A ja nie miałam najmniejszej ochoty świętować.
I nawet to, że mam kibel z wolnoopadającą deską mnie nie cieszy.
Niepodległość. Niezależność. Intymność. Wolność.
Ostatnio próbowałam rozpracować te zagadnienia na części pierwsze.
Bo.. Jesteśmy niepodlegli. Jesteśmy niezależni. Niby cenimy swoją intymność.
No przecież jesteśmy... wolni.
Ale...
Obnażamy się. Na każdym kroku. Odzieramy z tajemnicy człowieczeństwa.
Pozbawiamy intymności.
Na portalach, blogach... tutaj.
Walka o byt objawia się walką o lajki.
Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
Kupiłam płaszcz. Ale nie bylejaki. Gdyż płaszcz ten miał właściwości zdrowotne. Miał być lekiem na wszystko. Kupiony, ot tak, szybko, pod wpływem impulsu. W chwili dostał się w moje ręce i w chwili pędziłam z nim do kasy. Bo mi w nim było zwyczajnie ładnie. Bo ludzie mieli padać z wrażenia widząc mnie w nim. Bo miałam w nim być 20kg chudsza. Bo moje rysy miały wydawać się przy nim delikatniejsze. Bo uśmiech miał być hollywoodzki, a nie odstraszający.
Tylko, że zrobiło się gorąco.
I płaszcz wylądował w szafie.
I cały misterny plan poszedł w pizdu.
Byłam marynarzem. Dryfowałam z załogą po bezkresnych morzu ambicji i świetlanych perspektyw.
Pewnego dnia stojąc na rufie straciłam równowagę. Ot, zwyczajnie. Niechcący. Wypadłam za burtę. Kiedy miotałam się w oceanie nikt nie krzyczał. Na pokładzie było mnóstwo pracy. Mój statek powoli się oddalał, a ja czułam, że tonę. Kolory zaczynały się zamazywać, płuca wypełniać woda. Nagle nade mną pojawił się niewyraźny zarys twarzy. Wtedy straciłam przytomność. Ocknęłam się, leżąc na czymś twardym. Powoli otworzyłam oczy. To była łódka rybacka. Bylam tego pewna. Mała, niepozorna, często niedoceniana łódka. Pełna ludzi dobrych. Bliskich.
Dziękuję za to, że ratujecie mnie za każdym razem, kiedy tonę.
Za cztery dni matura. Uspokajam się. Chyba wszystko będzie dobrze, tak myślę. ;-)
Ze wszystkim. Nie chcę odcinać sie od przeszłości, bo to co było kształtuje naszą treaźniejszość, ale.. tym razem staram sie wysnuć trafne wnioski i sie ich trzymać. I nie staram się zatrzymać tego, co nie ma racji bytu. Panta rei.
Opowiem Wam bajkę jak kot palił fajkę. Nie, inaczej. Opowiem Wam bajkę o Magdalenie Znudzonej, która niczym zadowolić się nie mogła (nie licząc wygodnej kanapy, czekoladek nadziewanych i hektolitrów kawy). I im bardziej jej rozmówcy się angażowali, jej zaangażowanie proporcjonalnie spadało. I stawała się coraz bardziej niedorba i uszczypliwa. Ale koniec końców taka właśnie była i mimo dobrych chęci inaczej postępować nie umiała.
Koniec.
Radzę sobie świetnie. Nie jest idealnie, ale kto powiedział, że ma być.
Nie wszystko jest takie jakie chciałabym, żeby było, ale może.. może to nawet lepiej. Bo może gdyby było, okazałoby się, że nie jest to takie dobre jak się wydawało. Że przerosły mnie moje własne oczekiwania. I zostałoby rozczarowanie. A póki tego nie ma, mam przynajmniej poczucie, że wszystko jest przede mną. Mogę dowolnie modyfikować w swojej głowie każdą rozmowę, każdą decyzję, dostosowywać do swoich potrzeb. Nie bać się skutków. Tylko.. ile można być zamkniętym w swojej wyobraźni?
Tak mało czasu. Tak mało czasu zostało, a ja jestem w czarnej dupie.
Mam poczucie, ze to czego chcę jest na wyciągnięcie ręki. Ale czuje się zbyt słaba, żeby tę rękę unieść. Czuję się sparaliżowana. Dzień w dzień powtarzam sobie "Do dzieła". Po czym ogarnia mnie niemoc. I jest tak samo jak było.
Wiem co chcę robić. Wiem w czym czuje sie dobra. Co mnie pociąga. Daje mi satysfakcję. Ale w dzisiejszych czasach sama wiedza nie wystarcza. Bo w dzisiejszych czasach swoje plany trzeba precyzować już w podstawówce. Bo inaczej jest za późno. Jeden zły wybór i konsekwencje ciągną się latami. Trzeba umieć chłodno ocenić swoje predyspozycje i przygotowanie. Swoje możliwości. Od umysłów jeszcze nieukształtowanych wymaga się kształtowania swojej przyszłości. I własnie teraz odczuwam tego skutki. Czas. Wszystko od niego zależy. A raczej od jego braku.
Wiec jakieś alternatywy? Jakie mam możliwość na dzień dzisiejszy? No własnie. Żadne.
I dlatego mnie to przeraża.
A co jeśli każdemu człowiekowi jest przyznane tylko jedno prawdziwe uczucie na całe życie?
I nieważne czy jest to uczucie odwzajemnione. Jedno i koniec. Bez prawa do reklamacji.
I to się ma nazywać wolna wola?
Ale nie wie, że wiesz, że ja wiem. Ty myślisz, że ja nic nie wiem. To chyba będzie układ idealny na ten rok. Wycofuję się ze wszystkiego co chore, dziwne, niepoprawne, złe, beznadziejne i skomplikowane. Tak. Uzdrawiam wszystko co mnie otacza. Uzdrawiam siebie. Sprawiam, ze jest lepsze. Byle nie idealne. Nic nigdy nie bedzie idealne. I dobrze.
Nigdy nie robię postanowień. Szukanie na siłę nowych wyzwań, tylko dlatego, że "przecież nowy rok i trzeba" nie ma dla mnie najmniejszego sensu.
Ale tym razem zrobię wyjątek. Po prostu. Bo chcę. Bo tego potrzebuję. Bo jestem już po prostu zmęczona.
A więc postanawiam sobie nie ulegać innym. Szanować się bardziej niż kiedy indziej. Nie plątać się w sytuacje, które kończą się ogromnym kacem moralnym. Mieć zawsze własne zdanie i nie modyfikować go w zależności od okoliczności. Skupić się na tym co naprawdę w tej chwili ważne. Zdać maturę i wybrać dobre studia.
Żyć spokojniej.
To był burzliwy rok.
Życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku ;-)
-- nie bój się chodzenia po morzu nieudanego życia wszystkiego najlepszego dokładnej sumy niedokładnych danych miłości nie dla ciebie czekania na nikogo
przytul w ten czas nieludzki swe ucho do poduszki bo to co nas spotyka przychodzi spoza nas
Ostatnio przychodzę tu tylko wtedy, gdy mi źle. Ale to chyba dobrze. Mam prywatne miejsce do wyładowywania frustracji. Tutaj sieję zamęt, żeby potem móc być ostoją spokoju. Tylko, że czasem ten spokój jest pozorny.
Bo oni nie wiedzą. Boże, jak oni nie wiedzą.. ;-))
Jestem mistrzynią ratowania sytuacji. Dziękuję, dzień dobry.
I jak zawsze w dobrej formie.
A co gdybym nagle zniknęła? Zapadła się pod ziemię. Wyjechała na koniec świata. Czy ktokolwiek by zauważył? Zatęsknił. Zastanowił się dlaczego.
Czasem zastanawiam się co zrobić by ktoś zauważył. Wymyślam tysiące scenariuszy. Złych scenariuszy. Wstydzę się ich. Ale i tak tak kłębią się w mojej głowie siejąc zamęt.
Jest mi źle ze sobą. Źle mi z tym, ze innym ze mną źle. Źle do potęgi. Jestem Panna Nikt.
Cały mój świat potrzebuje psychologa Cały mój kraj potrzebuje psychologa Cały mój świat, żeby stanąć na nogach..
Wszystko wali mi się na łeb, na szyję. W jednym momencie zamierają wszelkie nadzieje.
Czasem chciałabym, żebyś mnie tu znalazł. Czasem.
Przegrałam i bitwę, i wojnę. Przegrałam siebie. Przegrałam Ciebie.
Dziś jestem wielkim przegranym.
Jestem chora na wszystko.