23 cze 2013

marynarzu z budki hop.

Byłam marynarzem. Dryfowałam z załogą po bezkresnych morzu ambicji i świetlanych perspektyw.
Pewnego dnia stojąc na rufie straciłam równowagę. Ot, zwyczajnie. Niechcący. Wypadłam za burtę. Kiedy miotałam się w oceanie nikt nie krzyczał. Na pokładzie było mnóstwo pracy. Mój statek powoli się oddalał, a ja czułam, że tonę. Kolory zaczynały się zamazywać, płuca wypełniać woda. Nagle nade mną pojawił się niewyraźny zarys twarzy. Wtedy straciłam przytomność. Ocknęłam się, leżąc na czymś twardym. Powoli otworzyłam oczy. To była łódka rybacka. Bylam tego pewna. Mała, niepozorna, często niedoceniana łódka. Pełna ludzi dobrych. Bliskich.
Dziękuję za to, że ratujecie mnie za każdym razem, kiedy tonę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zasady komentowania:
1. konstruktywna krytyka mile widziana.
2. obowiązuje kultura wypowiedzi.

z góry dziękuję.