21 sie 2012

to nic nie znaczy.


Słodkie pocieszacze. Doliczyć do tego paczkę żelków, kilka big milków.. Zwymiotuję, pomimo chęci moich rodziców sprawienia mi przyjemności. A pytania pt "Co się stało? No widzę po twojej minie." są nadzwyczaj irytujące. "No nie wiem, może.. Tak jakby miałam być już o tej porze spakowana i gotowana na wyjazd mojego życia? Możliwe, że to mamo".
Wizyta w drogerii i kupienie tysiąca pierdół też nie pomogły, wręcz przeciwnie, widok nowych, ślicznych szamponików, oliwek, kremików stojących na szafce uświadomił,  ile przygotowań poszło na marne. Do tego wywożą mnie hen daleko za las. Ja wiedziałam, że coś musi się popsuć. To byłoby nawet dziwne, gdyby coś dobrego mi się przytrafiło. Nadzwyczaj dziwne. 
Wszystko wali mi się na głowę, a słowem znienawidzonym na najbliższe lata będzie "paszport". 
Do teraz nie wierzę, że kilkumiesięczne plany poszły na marne, a przynajmniej zostaną zrealizowane bez mojego udziału. To miały być moje najlepsze wakacje przed bardzo trudnym rokiem. Prawo jazdy, matura, wybór studiów (a że nie mam zielonego pojęcia co chcę w życiu robić, to już w ogóle istny pogrom). Chce mi się płakać. Ba, tym się w sumie zajmuję od wczoraj. 
No i do tego to poczucie odizolowania, wyłączenia, które będzie mi towarzyszyć aż do września. 
To będzie ciężki koniec.

;**

1 komentarz:

  1. hej, tu Asia. prowadziłam kiedyś bloga 'No fear. No subjecting.' ale ktoś ukradł mi konto i musiałam założyć nowego. Pamiętam, że zawsze mi doradzałaś i pomagałaś, więc jak coś to zapraszam Cię na mojego nowego bloga. Mam nadzieję, że i tym razem mi pomożesz w prowadzeniu go. Pozdrawiam :)
    Asia C, sąsiadka ;p
    wróciłam na blogspota.
    co się stało? musimy pogadać ! :(

    OdpowiedzUsuń

zasady komentowania:
1. konstruktywna krytyka mile widziana.
2. obowiązuje kultura wypowiedzi.

z góry dziękuję.