Bo niby jestem dla wszystkich, ale tak naprawdę nie istnieję dla nikogo. A może kiedy przestanę być, mój brak spowoduje, że komuś czegoś zabraknie? Tylko.. boję się, tak strasznie się boję, że nikt nie zauważy. A ja nie będę potrafiła znowu być.
Czasem jednak może warto podjąć ryzyko.
Nawet za cenę bytu.
Ryzyko w słusznej sprawie? Zawsze.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę :). Ja mam ten problem, że jest mi troszeńkę trudniej, bo żałuję nie tylko związku, ale genialnej relacji (my dalej się świetnie dogadujemy - w tych momentach, kiedy zapominam, że mnie zostawił) i szkoda mi świetnej przyjaźni. Zagmatwane to wszystko. I ten dziewiąty jest takim punktem zwrotnym, w którym wszystko się rozwaliło.
OdpowiedzUsuńNieco pogubiłam się w tych wszystkich bytach i niebytach, ale myślę, że wiem, o co Ci chodzi. Też tak nieraz myślę, że innym wcale nie przeszkadzałoby, gdybym zniknęła, a nawet może by ich ucieszyło.
po pierwsze- napisałam "koleżanka, która zna Twój gust" niekoniecznie musi mieć ten sam, ale musi wiedzieć co Ci się podoba.
OdpowiedzUsuńpo drugie- nie każdy zna moje możliwości finansowe, więc jak jestem gdzieś (spotkanie, wyjazd) to nikt nie wie czy kupiłam Armaniego z lumpeksu czy ze sklepu. A przecież ciuchy od projektantów są dobrej jakości (więc nie trzeba się zbytnio martwić o wytrzymałość, jakość),
Natomiast o tym, że wszystko trzeba przed zakupem dokładnie sprawdzić napisałam w punkcie 10.
i popieram komentarz wyżej od Iny.
Pozdrawiam :)
Jeżeli warto, to nalezy zaryzykować.
OdpowiedzUsuń