Po dzisiejszej nocy i kilku rozmowach uświadomiłam sobie parę rzeczy. Że przecież mam to czego chcę na wyciągnięcie ręki. Tylko.. ja po prostu nie mam ochoty po to sięgać. Narazie. Wszyscy naokoło trąbią, że każdy przecież tego potrzebuje, że tylko to zapewnia szczęście w życiu. Aż w końcu sama w to uwierzyłam. Jestem jedną wielką sprzecznością. Zaczynam dążyć do czegoś, przy czym sama to sobie utrudniam, bo w głębi duszy wiem, że to nie wynika z mojej wewnętrznej potrzeby. Muszę zacząć myśleć sama, przestać słuchać głosów wszystkolepiejwiedzącegonawetomnie społeczeństwa.
Jest dobrze tak jak jest. Mam przecież ich. Wypełniają moje życie po brzegi. Przy nich odnajduję sens mojego życia. Po prostu ich kocham. Innej miłości mi nie potrzeba.
I się martwię całą noc i nagrywam im milion wiadomości na poczcie głosowej, kiedy znikają nie wiadomo gdzie (ekhm, Ina).
A teraz tradycyjnie zamieniam się w kurę domową i idę gotować coś dobrego.
Ale najpierw obudzę mojego brata staropolskim "Siema Młody, nowy dzień wstał, trzeba wynieść śmieci!"
;**
Trochę poszalałam. Dziękuję, dzień dobry.
OdpowiedzUsuńtroszeczkę <3
UsuńOj tam oj tam. Dzisiaj nigdzie się nie wybieram!
Usuń